Rozmowa z kobietą, która odchudza się dla siebie. Nie dla innych.

W październiku 2020 roku przeprowadziłam rozmowę z niezwykłą kobietą. Taką kobietą, która usłyszała za dużo negatywnych komentarzy o swoim wyglądzie i za dużo cierpiała z ich powodu. Opowiedziała mi o tym jak poradziła sobie ze zbudowaniem akceptacji siebie i jak ważne jest, aby każdy z nas był świadomy, że słowa mają znaczenie.


JM: Zacznijmy może od tego jak wyglądały okresy odchudzania w Twoim życiu? Ile razy podejmowałaś się redukcji masy ciała?

Moje procesy odchudzania wyglądały przeróżnie - od tego z racjonalnym podejściem (który ma miejsce aktualnie), aż do tego autodestrukcyjnego - obsesyjnego i niezdrowego. Na odchudzanie zawsze miały wpływ emocje jakie mi towarzyszyły i sytuacja, w której aktualnie się znajdowałam oraz ludzie jakimi się otaczałam.

Podejść do odchudzania miałam na prawdę wiele - te, do których odniosę się podczas naszej rozmowy to tylko „kropla w morzu”.

Jednak to co było bardzo niepokojące podczas każdej redukcji mojej wagi to, to że zawsze chciałam schudnąć żeby spełnić oczekiwania rodziny, uniknąć negatywnych komentarzy. Nigdy, dla siebie.

JM: Czy przypominasz sobie w jakim wieku pomyślałaś, że masz jakikolwiek „problem” z wagą?

Już od dziecka zwracano mi uwagę, że jest mnie „trochę za dużo”. Pierwsze uszczypliwości na temat mojej wagi pamiętam z okresów dzieciństwa - coś w okolicach szkoły podstawowej. Ponieważ moja figura jak na tak młody wiek była „inna, bardziej kształtna” niż moich rówieśniczek, często mój wygląd był negatywnie komentowany - i to nie tylko przez klasowych kolegów, czy koleżanki). Przykładowo doskonale pamiętam sytuację, w której miałam bluzkę na ramiączka, a wychowawczyni przy całej klasie poprosiła mnie o ubranie swetra „bo to szkoła, a nie klub ze striptizem”.


W domu rodzice od młodych lat porównywali mój wygląd z wyglądem moich koleżanek „bo Justyna jest szczupła, bo Mariolka ma płaski brzuch i nie ma takich piersi, a piersi to sam tłuszcz”.

Gdy przyszedł czas gimnazjum rodzice nie musieli już mnie porównywać, zaczęłam porównywać się sama. To wtedy zaczęły się moje myśli, że moja waga nie jest odpowiednia, i trzeba coś z nią zrobić. Chcąc być tak szczupła jak moje koleżanki zaczęłam swoją pierwszą „kontrolowaną dietę”, która nie była ani zbilansowana, ani wartościowa - opierała się tylko na suchym ryżu i dużej ilości płynów. Niemniej, osiągnęłam swój cel i schudłam - byłam z siebie dumna, bo wszyscy zauważyli mój spadek wagi, a rodzice chwalili mój wygląd.

Jednak jak możesz się domyślać, ja w środku czułam się okropnie. Nie miałam siły, miewałam omdlenia, wypadały mi włosy, moja skóra była bardzo sucha, niedożywiona.

JM: Gdybyś mogła powiedzieć coś do samej siebie z tamtego momentu, co byś powiedziała? Zachęciłabyś do odchudzania, czy do akceptacji?

Powiedziałabym dwa zdania:

1. Twoje ciało jest inne niż wszystkich, Ty jesteś inna niż wszyscy - jesteś w okresie dorastania, Twoje ciało się zmienia i jak najbardziej ma do tego prawo, taka jest kolej rzeczy i to jest okej.

2. Nigdy nie zadowolisz wszystkich, i grunt to, to żebyś to TY czuła się dobrze w swojej skórze, nie słuchaj opinii innych i nie zmieniaj się dla nich - zaakceptuj i słuchaj siebie, i potrzeb swojego organizmu, a jedyne zmiany jakie wprowadzasz, wprowadzaj tylko i wyłącznie dla siebie. I JEDZ WIĘCEJ WARZYW!

JM: Jakie sygnały dostawałaś od swojej rodziny, rodziców? Otrzymywałaś wsparcie i motywację, czy głównie krytykę?

To bolesne, ale dostawałam (i nadal dostaje) więcej krytyki, niż motywacji ze strony rodziców. Nadal jestem porównywana z moim kuzynostwem, czy córkami ich przyjaciół - tyle, że nauczyłam się te uwagi „jednym uchem wpuszczać, a drugim wypuszczać”. Jednak nie zawsze jest to łatwe i swoją wagę traktuje jako temat tabu, na który nie lubię rozmawiać.



JM: Jak się czułaś po słowach które słyszałaś na temat swojej masy ciała? Czy jakieś teksty utkwiły Ci szczególnie w pamięci?

Zawsze podczas słów na temat mojej masy ciała czuję pewnego rodzaju dyskomfort. Poza wspomnianą już, podczas naszej rozmowy, sytuacją z zajęć lekcyjnych, pamiętam oficjalny obiad, który był wydawany w moim domu rodzinnym. Brało w nim udział ok. 30 osób.

Obiad miał być celebrowaniem obrony mojej pracy dyplomowej. Podczas deseru, którym była szarlotka mój tata przy stole zwrócił mi głośno i oficjalnie uwagę „wiesz, może nie powinnaś jeść tego kawałka ciasta? I tak już dobrze wyglądasz”. Zapanowała „TA” niezręczna cisza.

Ojciec zawsze miał na mnie dość toksyczny wpływ, który wynikał z jego narcystycznej osobowości. Dopiero po konsultacjach z psychologiem dowiedziałam się i zrozumiałam, że to tzw. „narcystyczny ojciec”, który nie mógł znieść, że coś osiągnęłam (jeszcze z wyróżnieniem) i ten niezręczny komentarz podczas obiadu był tylko i wyłącznie dlatego, że cała uwaga gości była skupiona na mnie, a nie na nim. Ten moment otworzył mi oczy na wszystkie komentarze ojca w kierunku mojej masy ciała.

JM: Czy teraz też czujesz wstyd kiedy myślisz o wyglądzie swojego ciała?

Tak, nadal czuje zawstydzenie, i pewien dyskomfort. Mój partner całkowicie akceptuje moje ciało, jego wygląd, komplementuje je - jednak ja wewnątrz siebie nadal mam te wszystkie negatywne uwagi, których przez około 30 lat się nazbierało.

Nieustannie pracuje nad zmianą swojego sposobu myślenia, nad tym żeby słuchać nie cudzych opinii (nawet jeśli są one od członków rodziny), a swoich własnych.

To ja mam czuć się dobrze w swoim ciele - nie inni.

W tym momencie priorytetem dla mnie jest jeść wartościowo, odpowiednio zbilansowanie i smacznie - utrata wagi niech będzie dla mnie efektem ubocznym.

JM: Czy kiedykolwiek pojawiały się u Ciebie objawy zaburzeń odżywiania w konsekwencji zachowania osób z otoczenia?

Zdecydowanie tak. Wstyd mi o tym mówić, ale pamiętam, jak w okresie gimnazjalnym obiady zrobione przez rodziców wylewałam, lub oddawałam psu.

Stosując „ryżaną głodówkę” bardzo schudłam, do tego stopnia, że nauczyciele dopytywali o mój stan zdrowia - jednak otoczenie chwaliło mój nowy wygląd motywowało mnie to do „działania dalej” i schlebiało mi to.

Obsesyjnie liczyłam każdą kalorie a jeśli przekroczyłam swój dzienny „limit” prowokowałam wymioty, za każdym razem.

Negatywne komentarze w moją stronę też znajdowały swoje odzwierciedlenie na moje zachowania np. po tej pamiętnej kolacji, na której celebrowałem obronę pracy dyplomowej, poszłam do toalety wymuszać wymioty, brzydziłam się sobą, było mi tak bardzo wstyd. Kilka następnych dni głodziłam się.

Dziś nie mam już autodestrukcyjnych zachowań, potrzebowałam czasu żeby poukładać sobie to wszystko w głowie i zrozumieć, że to wszystko mi nie służyło, a wręcz przeciwnie - szkodziło.

JM: Jak chciałabyś myśleć o swoim ciele?

Przede wszystkim, jak każda kobieta, chciałabym je pokochać, zaakceptować i czuć się w nim komfortowo. Codziennie uczę się go na nowo, poznaje je. Jestem zdania, że żebym mogła zdrowo, racjonalnie i świadomie je zmieniać - wpierw muszę je dokładnie poznać.

Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć osobom, które przeszły lub przechodzą podobne sytuacje?

Przede wszystkim chciałabym Cię ostrzec - połączenie problemów emocjonalnych i nieprawidłowo zbilansowana diety to przepis na depresję, wiem co mówię. Nie szukaj ideału piękna w mediach społecznościowych - tam go na pewno nie znajdziesz, znajdziesz za to wiele przeróbek zdjęć i operacji plastycznych, które nijak mają się z prawdą.

Jeśli ktoś Cię upokarza, jest uszczypliwy w stronę Twojego wyglądu - to świadczy o jego okropnym, charakterze, nie o Tobie. I nie bój się szukać pomocy u specjalisty, tym bardziej, nie wstydź się ich.

Twój wygląd nie jest miarą tego jak wartościowym człowiekiem jesteś - piękno jest w Tobie, w środku.


Bardzo dziękuję mojej rozmówczyni za poświęcony czas i podzielenie się z nami swoim doświadczeniem.


Zapraszam Cię do udostępniania tego wpisu - dzięki temu więcej osób zda sobie sprawę jaką szkodę mogą wyrządzić przykre słowa dotyczące wagi.


Jeśli Ty też masz doświadczenie związane z dietą, którym chciałabyś/chciałbyś się podzielić - zapraszam do kontaktu.

28 wyświetlenia
Image by Bart Zimny

tel.: +48 881 342 584

e-mail: dietetyk.tv@gmail.com

mgr dietetyki

  • Facebook
  • Instagram

Dietetyk Joanna Marciszewska, ul. Oficerska 11/32 53-331 Wrocław, NIP: 8992687919, REGON: 384484629

Joanna
Marciszewska

© 2020 by Dietetyk Joanna Marciszewska - Dietetyk TV